Dodatek

CIEKAWOSTKI

Kanibale

Cała paszcza szczupaka uzbrojona jest w niezwykle ostre, jak szpilki, zęby, wygięte nieco ku gardzieli, przez co ofiarom, które dostaną się w paszczę szczupaka, prawie nigdy nie udaje się uwolnić. Ta cecha anatomii szczupaka staje się też czasami dla niego przyczyną zguby. Raz na jeziorach mazurskich dwa esoxy udławiły się swoimi pobratymcami. Większy osobnik po pochwyceniu innego, niewiele mniejszego szczupaka, nie zdołał go połknąć. Choć głowa ofiary tkwiła już w paszczy napastnika, to ten nie był w stanie przełknąć grubego tułowia, ani go wypluć. W efekcie oba piękne okazy szczupaków zginęły. Powszechnie wiadomo, że szczupaki w swoim menu mają własny gatunek. Jednak, jak dowodzą angielskie badania, samice szczupaka ważące powyżej 10 kg odżywiają się wyłącznie mięsem samców swego gatunku. Dzięki takiej diecie dostarczają własnym tkankom identyczne białko, co ułatwia im osiąganie znacznie większych rozmiarów niż samcom.

Wodny wilk

Nazwę łacińską Esox lucius, nadał szczupakowi w 1758 r. znany szwedzki badacz przyrody Karol Linneusz. W wolnym tłumaczeniu nazwa ta oznacza ?Głodnego wilka?.

Silniejszy od orła

Przed laty niemieckie czasopismo “Angelsport” doniosło o niezwykłym wydarzeniu. W rzece Isar koło Mühldorf złowiono dużego szczupaka z wbitymi w grzbiet szponami orła; reszta ptaka zgnita. Podobny przypadek miał miejsce dwadzieścia kilka lat temu w pobliżu Opola. Złowiony w starym młyńskim stawie 9 – kilogramowy szczupak miał wbite w grzbiet szpony orła; jedna łapa ptaka zachowała się prawie w całości aż do stawu skokowego, z drugiej pozostały tylko dwa szpony. W pojedynku tych dwóch drapieżników ryba okazała się więc silniejsza od orła, a wniosek z tego taki, że zawsze należy “mierzyć siły na zamiary”.

Święto leszcza

Leszcz to ryba pospolita, dobrze znana, występująca w całej niemal Europie i z racji swojej nieszczęsnej pospolitości często lekceważona. Leszcz to tyle co “frajer”, “cienias”, “maminsynek”, jak podaje miejski słownik slangu i mowy potocznej budowany w sieci wspólnymi siłami internautów. Ta ładna, delikatnie ubarwiona ryba o śmiesznym, sympatycznym pyszczku (w którym potrafi świetnie ,,filtrować” muł rzeczny czy jeziorny w poszukiwaniu pokarmu) jest jednak doceniana przez wędkarzy. I nie tylko wędkarzy. Leszcz patronuje licznym festynom, w Polsce aż cztery gminy organizują rokrocznie Święto Leszcza: Nowe Warpno nad Zalewem Szczecińskim, Gródek Sądecki nad Jeziorem Rożnowskim, Giżycko oraz Tolkmicko. Święto przypada tradycyjnie na przełom lipca i sierpnia – to szczyt sezonu turystycznego, ale też okres kulminacyjny zarzucania wędki na leszcza.
Święto Leszcza jest czymś więcej niż zmaganiami wędkarzy. Zwykle ma całkiem bogatą i zróżnicowaną oprawę: koncerty zespołów rockowych, etnicznych, muzyka współczesna, ale bywa też klasyczna, występy taneczne, popisy kulinarne jarmark. Ludzie bawią się i odpoczywają pod opieką leszcza. Warto dodać, że same zawody wędkarskie organizowane są w czterech kategoriach: kobiet, mężczyzn, dziewcząt i dzieci (ta k jest w Giżycku). Rehabilitacja leszcza nie jest wyłączną specjalnością kilku polskich gmin, swoje leszczowe święta mają także Szwedzi. Japończycy organizują Tai Matsuri, piękny, zrytualizowany i wysublimowany spektakl na plaży Toyohama, poświęcony pagrusowi. Mieszkańcy stanu Arkansas organizują swoje święto leszcza nad jeziorem Chicot. Nigeryjczycy od lat 30. ubiegłego wieku spotykają się z kolei co roku na Agurugu Festival, w którym biorą udział tysiące rybaków chwytających catfisha (ręcznie lub w sieci). Mnóstwo jest takich świąt ,”rybnych”, które stają się połączeniem rybackiego i wędkarskiego zacięcia, ludowej zabawy, swoistego obrzędu i atrakcji turystycznej.

Sposób na dużego leszcza

Największe sztuki łowi się na wędkę spławikową oryginalną metodą. Na stokach górek podwodnych, porośniętych roślinnością zanurzoną, na głębokości ok. 10 m, nęci się leszcze nietypową zanętą – białym chlebem z dodatkiem soli. Wędkując z zakotwiczonej łodzi, na zanętę – uformowane duże kule umieszcza w specjalnej siatce przy burcie łodzi. Zanęta stopniowo wydostaje się z woreczka, smuży i opada na rośliny. Na haczyk zakłada się jednak czerwone i białe robaki. Czasem nęci się i łowi również na inne przynęty roślinne.

Drugi po jazgarzu

Leszcz jest drugim po jazgarzu rekordzistą w wyjadaniu larw komara. To dobra wiadomość nie tylko dla wędkarza, ale dla każdego mieszkańca nadwodnych miejscowości.

Krzyżówki leszcza

Samiec leszcza jest ciemniejszy od samicy. Leszcz często krzyżuje się z krąpiem, płocią, ukleją. Leszcz jest rybą długowieczną, dożywa nawet 20 lat i osiąga wagę nieco ponad 7 kg. Dojrzałość płciową uzyskuje pomiędzy 5 a 11 rokiem życia.

Rybi śluz

W ostatnich latach prowadzi się badania śluzu leszcza pod kątem uzyskania leku na nowotwory. Trzeba nam wiedzieć, że rybi śluz chroni rybę przed pasożytami, bakteriami, a nawet ułatwia regenerację uszkodzonej skóry. Miejmy to na uwadze i ostrożnie obchodźmy się ze złowioną rybą, aby nie pozbawić jej śluzu. Właśnie z tego powodu PZW wprowadził nakaz stosowania bardzo miękkich siatek do przetrzymywania ryb.

Na testy z podbierakiem

Starsi pstrągarze pamiętają, jak łatwo w latach 60. można było złowić czterdziestaka. W tym czasie na pomorskich rzekach pstrągi nie znały Meppsów, które nieco później pojawiły się w rodzimych Peweksach. W dużym dołku na przykład na górnej Brdzie do meppsowskiej Agli nr 2 wyskakiwało czasem kilka pstrągów. W latach 70. na skutek intensywnego sypania chemicznych nawozów, niekontrolowanego, bezkarnego kłusownictwa oraz łowienia pstrągów coraz lepszym sprzętem i zabierania ich z łowiska, czterdziestaków zaczęło brakować nawet na najlepszych łowiskach. Na górnej Wieprzy w okolicach Bożanki złowienie dużego pstrąga nie było już takie łatwe jak dekadę wcześniej. Jeden z warszawskich wędkarzy testował na małym potoku Bożanka nowe błystki pstrągowe. Przynętę spuścił w rurę o średnicy 1 m pod drogą Miastko – Słupsk. Z rury wyskoczył 50 centymetrowy pstrąg, który wykorzystał szybki nurt potoku i swoją masę i nie dał za wygraną. Rozgiął kotwiczkę i ponownie schował się w swojej głębokiej kryjówce. Tak jak w przysłowiu: Noś parasol przy pogodzie, tak też zabieraj podbierak na testy przynęt pstrągowych.

Potoki w Zalewie Zegrzyńskim

Wielu wędkarzom trudno jest odróżnić pstrąga potokowego, tęczowego i źródlanego. Są regiony Polski, gdzie nawet rybakom się to nie udaje. Konspiracyjne zarybienia kilku rzek mazowieckich przez wędkarzy z Warszawskiego Towarzystwa Wędkarskiego w latach 80. spowodowały również spływanie większych osobników do większych cieków czy zbiorników. Wielkie zaskoczenie wśród rybaków na Zalewie Zegrzyńskim wzbudzały 40 centymetrowe potokowce, które spłynęły z Rządny. Na początku przypuszczano, że są to chore ryby z czerwoną wysypką.

Łatwe pstrągi

Powoli spełniają się marzenia wędkarzy o przyjemnym i łatwym łowieniu pstrąga. Otóż trzy okręgi PZW założyły pokaźnych rozmiarów łowiska specjalne, w których można nałowić się do bólu rąk, oczywiście od holowania wielu ryb.

Złów i wypuść

Na Sanie (Okręg PZW Krosno) i Dunajcu (Okręg PZW Nowy Sącz) łowiska specjalne dostępne są tylko dla muszkarzy. Obowiązuje tu zasada – złów i wypuść – oraz używanie haków bezzadziorowych. Opłata za komfort łowienia kosztuje wielokrotnie więcej od przeciętnej składki okręgowej. Chętnych jest tak wielu, że nie dla wszystkich wystarcza długoterminowych zezwoleń. Rzeczka Por (Okręg PZW Zamość) stała się łowiskiem specjalnym niedawno i można tam spinningować. Trafiają się okazałe potokowce, jednakże łowienie w Porze jest trudne technicznie, a dla wielu wędkarzy rzeka jest pozbawiona uroku pstrągowego łowiska.

Pstrąg ma wielu ojców

Miejsce, gdzie odbywa się tarło pstrąga potokowego, zwane gniazdem, przygotowuje samica. Kopie ona ogonem w miejscu płytkiej, dobrze natlenionej wody dołek (w żwirze) o średnicy ok. 1,5 m i głębokości 20 – 30 cm. Złożoną w gnieździe przez samicę ikrę samce pokrywają mleczem. Taki akt płciowy powtarzany jest wielokrotnie, a do gniazda wpływa wielu samców. Stąd też różnorodność genetyczna zapłodnionej ikry, która po zapłodnieniu jest zakopana przez samicę w gnieździe. Samce, przyszli ojcowie, którzy podążali przed tarłem za samicą, zalecając się do niej, gryzły się wzajemnie. Po akcie zapłodnienia samce strzegą gniazda, odganiając od niego inne ryby, np. lipienie, dla których ikra jest przysmakiem.

Pstrąg uchodzi za sprintera

Pstrąg uchodzi za sprintera i świetnego pływaka, inaczej przecież nie poradziłby sobie w rwącej wodzie. Jednak nie zawsze poluje wykorzystując maksimum swoich możliwości. Wolno pływa żerując na powierzchniowych owadach, na odrętwiałych płazach czy na larwach chruścika. Ryba żyje w zimnej wodzie i musi oszczędnie gospodarować swoimi siłami. A oto porównanie szybkości pstrąga względem innych ryb.
Dwukrotnie przegoni płoć i okonia, które osiągają zaledwie połowę prędkości pstrąga. Również dwa razy szybszy jest od węgorza, który ułomkiem nie jest – przecież potrafi pokonać potężny ocean, wędrując na tarło lub do wód słodkich jako narybek. Z sandaczem tak łatwo już nie pójdzie pstrągowi, ale na finiszu raczej wyprzedzi mętnookiego. Potokowiec powinien unikać spotkania ze szczupakiem, bo błyskawiczny sprint niewiele mu pomoże, szczupak wkrótce go dogoni, jest zauważalnie szybszy. Pstrąg żyje również w wodach, do których wpływają łososie. Tych ryb powinien się wystrzegać, a zaskoczony powinien czmychnąć do kryjówki. Łosoś nie daje najmniejszej szansy pstrągowi – dogania go już w przedbiegach.

Akcja i kontrakcja

Przyjęło się uważać, że spinning powinien być raczej twardszy niż miększy, gdyż to pomaga w łowieniu ryby. Na ogół ta zależność się sprawdza, ale w przypadku brzany sprawa się komplikuje.
Ryba specyficznie reaguje na twardy, “męski” hol, stawia jeszcze bardziej “męski? opór i zaczyna się niezwykle siłowe przeciąganie: raz pociągnie brzana, a raz wędkarz.
I tak to może trwać aż do wyczerpania brzany. Najlepszym rozwiązaniem jest użycie miękkiego wędziska, które pod naporem holowanej brzany miękko i łatwo znacznie się ugina. Ta miękkość dezorientuje brzanę, traci ona orientację kierunku, z którego działa na nią ta tajemnicza siła. Skutek jest korzystny i natychmiastowy: brzana traci impet, szybko daje się wprowadzić do podbieraka i równie szybko można ją uwolnić, pozostawiając w doskonałej kondycji. Holując brzanę na twardym kiju i narażając się na kontrreakcję brzany, powodujemy u ryby bardzo duże zmęczenie, nawet wyczerpanie. A to zmęczenie z kolei może wytworzyć w organizmie brzany zbyt dużą ilość kwasu mlekowego i brzana może nie przeżyć męczącego holu. Mimo dręczących wędkarza paradoksów warto użyć kija miękkiego, mimo łowienia w bystrej wodzie, a nawet mimo łowienia silnej i cięższej ryby.

Brzana czy brzanka

Brzana ma krewniaczkę, która niezmiernie często jest mylona przez wędkarzy z brzaną. Mają ten sam kształt, żyją na dnie, lubią nurt i wyraźnie czuć na wędce wolę walki. Chodzi o niewielką rybę o nazwie brzanka (garbus petenyi). Zasiedlają górne odcinki rzeki oraz środkowe w krainie brzany. Co jest ciekawostką, oprócz zjadania fauny dennej (zwierzątek) pożywiają się również glonami. Jak zatem odróżnić brzankę od brzany? Brzanka ma wprawdzie ostry promień płetwy grzbietowej, ale nie ma ona ząbków, którymi brzana przecina żyłkę. Płetwy parzyste są bardziej żółto-pomarańczowe, a boki ciała upstrzone brunatnymi plamkami. I oczywiście jest mniejsza, za dorosłego osobnika uważa się rybę o długości od 20 cm. Tych różnic jest więcej, ale dostrzec je może doświadczony ichtiolog. Po tych wymienionych cechach łatwo się odróżni te ryby, ale zamieszanie wprowadzają krzyżówki tych obu ryb. Z każdego skrzyżowanego tarła wylęgają się inne, których nie sposób nawet skatalogować. Ryby wciąż nas zadziwiają różnorodnością.

Super wydajny zanętnik

Łowiąc brzanę w płytkim i kamienistym miejscu gruntówką denną, gdzie zaczepy są zmorą i wędkarz traci dużo zestawów, można w łatwy sposób użyć zanętnik domowej roboty uwalniający nas od zaczepów.
Jest to woreczek z siateczki, do którego wsypuje się surowe płatki drobno tłuczone i wymieszane z niewielką ilością grubej kaszki kukurydzianej. Woreczek zapina się na żyłce głównej ponad ciężarkiem i zestaw mamy gotowy. Woreczek jest lekki mimo dużej zawartości zanęty, ma dużą objętość, więc nie będzie ani zaczepiało kamienie, ani klinował się pomiędzy nimi. Do zrobienia go potrzebna jest siateczka tunelowa (do nabycia w sklepie ogrodniczym), są to woreczki siatkowe o średnicy worka 2 – 3 cm, a po rozciągnięciu nawet 4 – krotnie więcej. Odcina się kawałek o długości 10 cm, dół woreczka zawiązuje, a do górnej krawędzi wplata żyłkę, którą zamyka się woreczek i mocuje go do żyłki głównej. Czas na wykonanie – ok. 3 minuty, koszt jednego woreczka groszowy. Korzyść z woreczka ogromna.

Klejenie i dociążanie

Jeśli zanęta okaże się zbyt lekka lub mało spoista, przez co zbyt szybko rozpływa się w rwącym nurcie, a wędkarz nie ma ze sobą potrzebnych komponentów do poprawienia zanęty, to nic strasznego jeszcze się nie dzieje.
Spoistość zanęty w łatwy sposób można poprawić, nabywając w sklepie spożywczym mączkę kukurydzianą. Należy dosypywać ją wolno i intensywnie mieszać zanętę aż do czasu uzyskania właściwych parametrów. W równie łatwy sposób można dociążyć zanętę, aby szybko opadała do dna i na nim zalegała w szybkim nurcie. Należy wspomóc się sitem wędkarskim o średniej wielkości oczkach. Przesiewamy żwir powszechnie występujący w łowiskach brzany, po czym wolno go dodajemy do zanęty. Najlepsza proporcja na takie łowisko wynosi 1 do 1. Należy równocześnie wzmocnić spoistość zanęty, ponieważ żwirek rozbija kulę. W tym celu można ponownie wykorzystać mączkę kukurydzianą.

Warto chronić

Wędkarz i gospodarz łowiska powinni być zainteresowani ochroną dużych samic. Okazało się, że coraz starsza i nabierająca wagi samica przygotowuje do kolejnego tarła zawsze nieco większe jajeczka od poprzednich. Pojawia się również taka prawidłowość, że potomstwo samic większych dojrzewa wcześniej, jednak w swoich już cyklach rozrodczych daje potomstwo rosnące wolniej i osiągające większe rozmiary. A więc wniosek nasuwa się jednoznaczny, aby w łowisku pływały duże sandacze i łamały wędki, to należy chronić duże samice np. metodą “Złów i wypuść” lub wprowadzić podwójny wymiar ochronny.

Gdy braknie twisterów

Niejednego wędkarza zaskoczyła przykra sytuacja, kiedy to sandacze lub szczupaki obgryzły ogonki wszystkich posiadanych przynęt. Twister bez ogonka niewiele jest wart na te drapieżniki. Co wtedy zrobić? Przerwać wędkowanie szkoda, bo ryby jak raz gryzą. Jest na to sposób. Posiadając główkę jigową, wystarczy wyciąć pasek o długości 6 – 7 cm z gumowej rękawicy. Wycina się nie wzdłuż, ale w poprzek rękawicy. Dzięki temu pasek będzie skręcony jak spirala i prowadzony w wodzie zacznie pracować podobnie do ogonka twistera. Nie tak skutecznie jak on, ale wystarczająco do sprowokowania sandacza do ataku. Jeśli nie ma pod ręką rękawicy gumowej do pocięcia, wystarczy pociąć na cienkie paseczki folię w dwóch, trzech kolorach i z pasków zrobić na główce jigowej wielki, pulsujący chwost. Paseczki muszą być długie na 8 – 10 cm.

Spinningowy świetlik

Zmierzch i noc to dobra pora na sandacza. Szkoda tylko, że miłośnicy spinningowania z opadu lub delikatnego troka bocznego nie mogą dokładnie obserwować brania na szczytówce wędziska. Dobrym rozwiązaniem jest przylepienie taśmą bezbarwną spławikowego świetlika do szczytówki spinningu poniżej szczytowej przelotki. Należy zrobić to starannie, aby świetlik nie spadł podczas zarzucania i zacinania. Podczas prezentacji przynęty wystarczy uważnie wpatrywać się w świetlik, który podczas brania drgnie lub wykona wyraźny ruch – oczywiście wraz ze szczytówką.


Gdy wędka się skurczy

Długie godziny wędkowania na mrozie mają nie tylko pozytywny wpływ na wędkarza, ale także negatywny na używany sprzęt. Wędka nasadowa łączy się na połączeniu tak mocno, że dwóch mężczyzn ma problem z rozłączeniem członów. O stukaniu, obijaniu czy siłowym wykręcaniu nie może być mowy, bo łatwo uszkodzi się wędzisko. Problem można rozwiązać ciepłymi dłońmi i cierpliwością. Otóż ciepłymi dłońmi obejmuje się łącze i własnym ciepłem rozgrzewa się węgiel wędziska. Po niedługim czasie nasada rozgrzewa się na tyle, że pozwala się łatwo rozłączyć.

Piskorz jako barometr

Nazwa piskorz pochodzi od charakterystycznego pisku, jaki wydaje ryba podczas wypuszczania powietrza po wyjęciu jej z wody. Ciekawostką jest fakt, że przez sposób reagowania na zmiany ciśnienia atmosferycznego piskorz został nazwany rybą-barometrem. Przy gwałtownym spadku, piskorze podpływają pod powierzchnię, ustawiają się pionowo, chwytając powietrze pyszczkami. Do niedawna piskorza, który jest rybą o dużej żywotności często używano, jako przynętę na szczupaki, sandacze i sumy. Obecnie objęty jest ścisłą ochroną gatunkową na mocy Rozporządzenia Ministra Środowiska z dnia 26 września 2001 (w sprawie określenia listy gatunków zwierząt rodzimych dziko występujących objętych ochroną gatunkową). Jako gatunek, któremu grozi wyginięcie, został również wpisany do Czerwonej Księgi Zwierząt. Niestety, tę ciekawą rybę coraz rzadziej można zaobserwować pod powierzchnią wody i usłyszeć jej charakterystyczne cmoknięcie.

Sumik karłowaty

Sumik karłowaty został przywieziony do Europy wśród innych gatunków ryb z wód amerykańskich pod koniec zeszłego wieku. Jego populacja szybko wzrastała, obecnie występuje licznie w południowej Europie, Portugalii, Hiszpanii i we Wloszech. Sumik złowiony na żywą przynętę połyka ją z haczykiem aż do żołądka, w dodatku szybciej, niż jakakolwiek ryba innego gatunku zdąży ją zauważyć. Cieszy się dużą popularnością na zawodach wędkarskich, ale kłopot z wyjęciem haczyka z pyska, wiąże się ze stratą czasu tak cennego w czasie zawodów. Z kolei, na niektórych łowiskach jest zmorą dla spławikowców, gdyż nastawieni na łowienie średnich ryb, takich jak płocie, brzany, leszcze operują stosunkowo cienkimi zestawami, które sumiki karłowate zrywają. Sumiki łowione są głównie przez początkujących wędkarzy, są to bowiem ryby, które zawsze biorą. Należy być szczególnie ostrożnym przy wyciąganiu haczyka, sumik ma ostre, ząbkowane promienie płetw grzbietowej i piersiowej, mające u nasady gruczoły jadowe. Nieostrożne dotykanie sumika może doprowadzić do licznych ran, które goją się powoli wskutek zanieczyszczenia ich jadem. Obecnie stanowi poważnego konkurenta pokarmowego dla innych, cennych gatunków i uważany jest za chwast rybi.

Rekord na zawodach

W rozgrywanych od wielu lat w Polsce zawodach spinningowych łowione są najczęściej szczupaki, okonie, klenie, bolenie i sandacze. Sumy łowione są dość rzadko ponieważ drapieżnika tego najczęściej można wyholować nocą lub łowiąc na grunt. Wielkim wydarzeniem było złowienie przez cenionego w świecie wędkarskim spinningistę Bogdana Mrożkiewicza ponad 29 kg suma w zawodach spinningowych – Klubowych Mistrzostwach Polski na Wiśle w Sandomierzu w 1998 roku. Hol suma trwał ponad 2 godziny, ponieważ Bogdan użył bardzo cienkiej żyłki (0,19 mm) i siłowy hol nie był możliwy. W czasie długiej walki z rybą na oczach zgromadzonych kibiców sum chował się w kamieniste jamy przy główce i wędkarz nie miał innego sposobu jak tylko płoszyć go rzucając do wody kamienie. Wynik Bogdana Mrożkiewicza jest najwyższym osiągnięciem na oficjalnych zawodach spinningowych, dotychczas nie pobitym. Warto dodać, że pochodzący z Bielska-Białej Bogdan Mrożkiewicz jest również doskonałym karpiarzem – wicemistrzem Polski oraz równie świetnym spławikowcem – członkiem Robinson Team.

Haczyk – podstawa wędkarstwa i rybołówstwa

Obecnie na świecie istnieje kilkudziesięciu znanych i cenionych producentów haczyków i kotwic wędkarskich. Najważniejsi producenci to firmy europejskie, japońskie i chińskie. Dwie europejskie fabryki haków, norweska firmy Mustad i francuska VMC, od 200 lat nadawały ton produkcji tych elementów, niezbędnych do wędkarstwa i rybołówstwa. Dla wielu krajów czy grup etnicznych posiadanie haków i innego osprzętu do rybactwa było podstawą gospodarczego wykorzystania ryb. Dla wielu grup etnicznych w Afryce, Azji i Ameryce Południowej utrzymujących się z rybołówstwa, posiadanie haków o określonych kształtach odpowiednich do połowu określonego gatunku ryb było często szansą na przeżycie. W fabryce Mustada w Jovik w Norwegii istnieje muzeum, w którym znajdują sie bardzo cenne i ciekawe eksponaty związane z produkcją haków Mustad, m.in. pierwsze wyspecjalizowane w tej produkcji maszyny, skonstruowane przez angielskich inżynierów (nawiasem mówiąc, do dzisiaj niektóre rozwiązania techniczne i szczegóły ich budowy są utrzymywane w tajemnicy). Wśród 40 tyś. modeli haczyków wyprodukowanych przez tą firmę są również te, które były pierwszymi kutymi haczykami, jakie pojawiły się w Afryce, co było bardzo istotne dla wielu afrykańskich społeczeństw. Dystrybucją haków Mustada w Afryce na początku XX wieku zajmował się jeden handlowiec, który przez 20 lat, podróżując po całym kontynencie autobusem, zdobywał nowe rynki. Zdjęcia tego pojazdu oraz walizek z produktami można zobaczyć w muzeum. Firma Mustad chlubi się, że ich haki znane są w ponad 140 krajach świata, a w niektórych regionach mustad to znaczy – haczyk.

Sposób na kłusowników

Sprytny sposób łapania kłusowników praktykują (z powodzeniem) członkowie Pomorskich Towarzystw Wędkarskich. Chroniąc tarliska Regi, Parsęty, Wieprzy, Słupi, Redy, Łeby, lny i innych rzek leżących w ich dorzeczu, szczególnie w okresie przed tarłem troci i pstrąga potokowego, intensyfikują kontrole. Zapaleni wędkarze, wraz ze Społeczną Strażą Rybacką i policją, tworzą kilku lub kilkunastoosobowe zespoły i wyłapują kłusowników, którzy stawiają sieci, ościeniem lub prądem zabijają szlachetne ryby gromadzące się na tarliska. Ten naganny proceder jest bardzo częsty szczególnie w regionach o bardzo dużym bezrobociu. Działają tam grupy nielegalnie zajmujące się “pozyskiwaniem? i przetwarzaniem ryb łososiowatych.
Z chwilą, kiedy kłusownicy zostaną “namierzeni?, społecznicy i strażnicy dzielą się na dwie grupy. Pierwsza podąża wzdłuż jednego brzegu, podczas gdy ich koledzy ukrywają się na przeciwnym. Spłoszeni przez pierwszą grupę kłusownicy najczęściej ratują się ucieczką przez rzekę na jej przeciwną stronę, gdzie zastaje ich przykra niespodzianka – zostają zatrzymani przez czekającą na nich grupę strażników. Dramatyzm tej i analogicznych sytuacji pogłębia fakt, że przypadają one na miesiące zimowe i ucieczka przez rzekę, najczęściej po ciemku, trudny teren, noc i niska temperatura stwarzają zagrożenie dla wszystkich uczestników akcji. Jednak warto, mimo, że nie natychmiast, ale dopiero po latach widoczne są wymierne efekty tych trudnych akcji w postaci zwiększenia liczby troci, pstrągów i łososi na chronionych odcinkach rzek.

Zmienne proporcje

Ryby maja rozmaite kształty i proporcje podstawowych trzech odcinków ciała: głowy, tułowia i partii ogonowej. Cechy budowy ciała i narządów ryb wykształciły się w ciągu wielu milionów lat umożliwiając im utrzymanie się przy życiu. Proporcja długości głowy do długości tułowia jest różna i np. u szczupaka wynosi 1:4 u miętusa 1:6, a u węgorza 1:15. Proporcja wysokości ciała do długości ryby jest inna w wypadku ryb drapieżnych (muszą poruszać się szybko za swoją zdobyczą) czy ryb spokojnego żeru. I tak stosunek wysokości ciała do jego długości wynosi u szczupaka 1:4, u karpia 1:2. A u wielu gatunków miedzy innymi u okonia proporcja ta zmienia się z wiekiem u dwulatka wynosi 1:5, a u dziesięciolatka 1:2. Znając proporcje ciała ryb bez problemu można rozpoznać wiele gatunków. Ale zdarzają się pewne wyjątki, gdyż np. liny i karasie żyjące w małych, kwaśnych akwenach śródlądowych mają zupełnie inne proporcje. Ze względu na te różnice ten karaś otrzymał nazwę: karaś formy głodowej.

Perfekcyjne oko

Wiele gatunków ryb ma doskonały wzrok. Dobrze widzą nawet drobne organizmy zarówno pod wodą, jak i te żyjące nad powierzchnią. Pstrągi, trocie, lipienie, jazie, klenie czy ukleje potrafią z dużej odległości wypatrzyć lecącego nad wodą owada. Ich udany atak na przelatującego lub siadającego na wodzie, świadczy nie tylko o dobrym wzroku, ale też doskonałym refleksie. Wyskakując, ryby ujawniają swoją obecność, co jest cenną wskazówką dla wędkarza. Inny ciekawy sposób na upolowanie muszki siedzącej na gałązce nad wodą ma ryba zwana pryskaczem albo strzelczykiem indyjskim. Żyjąca w słonawych mangrowych ujściach rzek Indii, Azji południowo-wschodniej i Australii. Potrafi ona w swoją ofiarą wystrzelić strumień wody. Owad, trafiony takim “pociskiem’; spada do wody i zostaje złapany przez łowcę. Strzelczyki indyjskie stają się coraz bardziej popularne jako ryby akwaryjne.

Zmienny boleń

Boleń wraz z wiekiem nabywa doświadczenia i ostrożności, dlatego niezmiernie trudno złowić starszy okaz, jednak można się wyspecjalizować w ich łowieniu.
Ciekawostką jest, że boleń może zaatakować przynętę/ofiarę zarówno od ogona, jak i od głowy, a wyboru ataku dokonuje obserwując zachowanie się przynęty/ofiary. Wiele spinningowych przynęt uzbrojonych jest tylko od strony ogona i atak na “głowę” przynęty nie kończy się zacięciem, więc wiedza o sposobie żerowania bolenia jest bardzo ważna.
Jego zachowanie budzi zdziwienie i często podziw wędkarza. Na widok łowcy ryba może opuścić przybrzeżne żerowisko i wznowić żerowanie np. pod przeciwległym brzegiem, poza zasięgiem wędki. Może się zachować zgoła inaczej – przerwie żerowanie i odpłynie, by po 5 – 10 minutach wznowić żerowanie przy brzegu. Jednak nie zwraca już uwagi na wędkarza i przynętę, a nawet unika jej ustępując drogi w chwili spotkania. W takiej sytuacji wielu wędkarzy nadal próbuje złowić rybę, natomiast doświadczeni opuszczają łowisko w przekonaniu, że nie mają szansy na złowienie tej ryby.

Różanka nietypowe tarło

Gdy pojawi się samica gotowa do złożenia ikry samiec zaczyna krążyć wykonując drgające ruchy i w ten sposób obie ryby podpływają do małża. Gdy samica obejrzy małża, zatrzymuje się nad nim, pochyla głowę w dół i wpuszcza jajo do pokładełka, które w tym momencie sztywnieje i prostuje się. Wówczas samica kieruje je do otworu wyżutowego jamy skrzelowej małża a następnie do jej wnętrza składa kilka jaj, które przytwierdza do płatów skrzelowych małża. Po złożeniu jaj pokładełko natychmiast wiotczeje, samica wyjmuje je i odpływa. W tym momencie samiec wykonując konwulsyjne ruchy wydziela mlecz tuż nad otworem wlotowym skrzeli małża, któryzostaje wciągnięty do skrzeli i tam następuje zapłodnienie świeżo złożonych jaj.

Rogoząb

Ryba dwudyszna występująca w Australii. Ma ciało wydłużone, bocznie spłaszczone, pokryte dużymi, nachodzącymi na siebie łuskami. Płetwy grzbietowa i odbytowa połączone z płetwą ogonową, płetwy parzyste, osadzone na umięśnionych trzonkach. Osiąga 2 m długości. Ma funkcjonalne płuca, lecz nie ginie pozbawiona dostępu do powietrza atmosferycznego. U larw brak skrzeli zewnętrznych. Nie może przetrwać okresu suszy całkowicie bez wody, ale może przeżyć przez pewien czas w bardzo niewielkiej ilości wody. Odżywia się różnorodnym pokarmem np. mięczakami, skorupiakami, a nawet roślinami.

Doskonały węch węgorza

Istotnym zmysłem służącym do odnajdowania pożywienia przez ryby jest zmysł węchu. Jedne gatunki ryb mają mniej, a inne bardziej rozwinięty organ o nim decydujący. Wśród “węchowców”, czyli ryb o doskonale rozwiniętym aparacie węchowym, jest węgorz. Jego nozdrza mają kształt wydłużonej rurki, której przedni otwór wystaje nieco przed przednią szczękę. Tylna część rurki położona jest przed okiem węgorza. Wewnątrz rurki znajduje się dzięki licznym ukośnym fałdkom duża powierzchnia węchowa. Fałdki te posiadają nabłonek migawkowy, którego rzęski powodują ruch wody w jamie nosowej. Dzięki temu nawet węgorz stojący przy dnie wyczuwa fale smużącego się zapachu. Jak wiadomo, węgorz poluje nocą i dzięki tak wyspecjalizowanemu aparatowi węchowemu jest w stanie wyszukać drobne organizmy wśród kamieni i roślinności dna.

Ogromne ryby

Dla większości wędkarzy złowienie dwukilogramowego szczupaka i 30 centymetrowej płoci lub okonia to wielki sukces i trudno o pobicie takich rekordów. Tylko ci, którzy spędzają dużo czasu nad wodą, łowią z przewodnikiem, lub po latach wyspecjalizują się w łowieniu kilku gatunków ryb, osiągają wyniki zbliżone do rekordów Polski, np. szczupak – 10 kg, okoń – 1,5 kg, karp – 12 kg. Gdyby nie prasa wędkarska i opowieści innych wędkarzy, trudno byłoby przeciętnemu wędkarzowi uwierzyć, że w naszych akwenach żyją tak duże ryby. Często zbieg okoliczności stawia wędkarza w zaskakującej sytuacji. Trociarzowi, który przez cały dzień wykonuje setki rzutów spinningiem bez kontaktu z rybą, nagle pojawia się, stojąca pod brzegiem metrowa troć czy łosoś. Jest to widok tak rzadki, że aż nierealny. A jednak. Wędkarz spławikowy w czasie zasiadki na karasie i liny, mający w siatce kilka niespełna 20 centymetrowych rybek nagle wśród grążeli widzi leniwie przepływającego kilkunastokilogramowego karpia, którego nie interesuje przynęta i płynie sobie dalej. Wśród budowlańców remontujących zaporę na Wiśle we Włocławku znalazło się oczywiście kilku wędkarzy: którzy po pracy łowili płocie, krąpie i okonie, a czasem trafiła im się nawet wymiarowy szczupak. Jak duże zapanowało podniecenie wśród tej grupy wędkarzy, kiedy nurkowie penetrujący stan zapory przy dnie stwierdzili, że następnym razem bez odpowiedniego ekwipunku nie zejdą pod wodę, ponieważ przy tamie stoją 2,5 metrowe sumy, nie wyglądające zbyt przyjaźnie.

Dobra wyżerka po mocno zanęconej wodzie

Zawody wędkarskie na określonym odcinku rzeki są częstą udręką dla lokalnych wędkarzy, którzy nie mogą łowić na swoich ulubionych miejscówkach, bo na czas zawodów rzeka jest zamknięta. Szczególnie jest to dokuczliwe ze względu na fakt, że trening i zawody odbywają się w piątek, sobotę i niedzielę, a więc w dniach, w których najczęściej wędkują tubylcy. Ale kij ma dwa końce. Zawody z cyklu Grand Prix Polski lub Mistrzostwa Polski rozgrywane są często w tym samym miejscu w kategoriach mężczyzn, kobiet i juniorów, co powoduje, że na kilkukilometrowym odcinku rzeki intensywnie łowi 200 – 300 osób przez kilka dni. Wyczynowe łowienie na spławik nieodłącznie związane jest z intensywnym nęceniem. W ciągu trzech dni każdy wędkarz wrzuca przeciętnie do wody kilkanaście do kilkudziesięciu kilogramów zanęty, co jak łatwo obliczyć, daje kilkutonową bombę zapachowo-smakową, która ma zaostrzyć apetyt ryb. Często tuż po zawodach ryby, nawet z nieco odległych miejsc na rzece, zachęcone tak dużą ilością zanęty podpływają w miejsce zawodów i są łowione przez lokalnych wędkarzy, którzy w ten sposób odbijają sobie kilkudniowy przestój w wędkowaniu.

Sukces polskich spławikowców w Paryżu

Wielkim wydarzeniem i doskonałą promocją sportu wędkarskiego były zorganizowane w 2001 roku w Paryżu mistrzostwa świata w dyscyplinie spławikowej. Zawody były rozgrywane w samym centrum miasta, dzięki czemu łowiących na Sekwanie zawodników mogły obserwować tłumy kibiców. Ponad 200 osobowa stawka czołowych spławikowców świata prezentowała się barwnie. Wszyscy mieli identyczne, dostarczone przez sponsora, zielone kilkumetrowe siatki na ryby oraz duże czerwone kotły na zanęty, co doskonale kontrastowało z ciemnoszarym bulwarem Sekwany. Rywalizacja rozgrywana była na odcinku kilkuset metrów. podzielonym na kilka sektorów. Tak więc, za zawodnikami nad Sekwaną zgromadziły się kilkutysięczne tłumy znawców wędkarstwa, ale także przypadkowych przechodniów, którzy nie sądzili, że w Sekwanie są kilkukilogramowe leszcze i do tego można je holować na trzynastometrową wędkę. Te mistrzostwa świata były bardzo szczęśliwe i udane dla reprezentacji Polski. Srebrny medal indywidualnie zdobył Piotr Flores, a zespołowo nasza drużyna zdobyła IV miejsce. Mistrzem świata został Włoch Umberto Ballabeni, który w ostatnich minutach wyholował 3 kg leszcza, co przesądziło o jego zwycięstwie.

Złowieszcze kormorany

W ostatnich latach na niektórych polskich łowiskach w zastraszającym tempie ubywa ryb. Powodem tego są najczęściej zatrucia wody, kłusownictwo i zwiększona populacja kormoranów. Kormoran, którego porcja dzienna to 1,5 kg ryb, stał się postrachem niektórych łowisk. Ten problem ma zasięg ogólnoeuropejski i w wielu krajach wydano walkę kormoranom decydując się na ich odstrzał. W części tych krajów wymaga to dość długiej drogi legislacyjnej, odpowiednich dokumentów w różnych ministerstwach. Czym dłużej trwa wydawanie decyzji, tym większa utrata wielu gatunków ryb wynikająca z żarłoczności kormoranów. U naszych południowych sąsiadów, na Słowacji w latach 2000 – 2004 świetne łowisko na rzece Wag w okolicy Liptowskiego Mikulasza zostało zniszczone przez żarłoczne stada kormoranów. “Wydawanie pozwoleń na odstrzał kormoranów trwało zbyt długo i straciliśmy piękne stada pstrągów, lipieni i kleni” – powiedział ze smutkiem właściciel wędkarskiego sklepu nad Wagiem.

Chwytak z wagą

Zasada “złów i wypuść” staje się coraz bardziej popularna wśród wędkarzy. Troska o jak najszybsze przywrócenie wyholowanej ryby do wody w dobrej kondycji, każe wędkarzowi odpowiednio się przygotować na ten moment, zarówno na łodzi, jak i na brzegu. Chęć zważenia ryby, czy sfotografowania się z nią przed wypuszczeniem nakazuje sprawność działania. Wychodząc na przeciw takim sytuacjom producenci sprzętu wędkarskiego oferują liczne maty, na których można położyć rybę po wyholowaniu. Równie bardzo przydatny jest chwytak z wagą zastępujący podbierak. Kiedy ryba jest w zasięgu ręki, łapiemy ją uściskiem chwytaka, dzięki czemu ryba nie będzie miała bezpośredniego kontaktu z brzegiem lub łódką. W ciągu kilkudziesięciu sekund wędkarz jest w stanie zważyć rybę, a towarzyszący mu kolega w tym czasie może zrobić zdjęcie. Chwytaki takie oferowane są z dłuższym lub krótszym ramieniem i przeznaczone na rybę o różnej wielkości.

Jednak są okonie

Ci wędkarze, którzy nie łowią zimą ryb spod lodu i nie są zwolennikami styczniowo-kwietniowych potyczek pstrągowych, czekając na nowy sezon przygotowują sprzęt i planują wyprawy. Najchętniej wraca się na stare łowiska, gdzie w ubiegłych sezonach udało się złowić duże ryby. Zimowym rozważaniom towarzyszy pytanie, jak ryby przetrwały zimę. Szczególnie na małych stawach czy jeziorach istnieje niebezpieczeństwo tzw. zimowej przyduchy, stąd obawy wędkarzy o rybostan na ich miejscówkach. Grupa wędkarzy z Warszawy łowiła przez kilka lat w okolicach Szczytna na Mazurach, w małym stawie pokaźne okonie, szczupaki, liny i płocie. Z roku na rok staw jednak coraz bardziej zarastał i bojaźń o przetrwanie zimy była również coraz bardziej uzasadniona. Ozdobą tego “oczka” były kilkogramowe okonie. Kiedy po całodziennym łowieniu otwierającym nowy sezon wędkarze zaczynali wątpić, czy wielkie garbusy przetrwały, gdyż przez cały dzień brały jedynie 15 centymetrowe okonie, zdarzył się wypadek, który bardzo ich zdziwił. Holując kolejnego małego okonia tuż pod powierzchnią wody wędkarze zobaczyli wielkiego 50 centymetrowego garbusa, który nic sobie nie robiąc z ich obecności na pontonie dobierał się do żywej przynęty. Sytuacja ta trwała kilkadziesiąt sekund i wędkarze bezradnie wpatrywali się w scenę niczym z komputerowego montażu. Wielki brązowawy garbus podgryzał z różnych stron malucha. Niestety w pewnym momencie zrezygnował, co nie było dla wędkarzy wielką stratą, gdyż sama obecność ryby na tym akwenie zdecydowanie poprawiła ich pesymistyczne nastroje.

Drapieżny karp

Powszechnie uważa się, że przedstawiciele tzw. białej ryby, np. karpie, leszcze, nie atakują przynęt podanych przez spinningistę. Bywają jednak wyjątki. Jednemu z białostockich wędkarzy, łowiącemu często na łowisku Siemianówka, udało się, wyholować na spinning niemal 10 kilogramowego karpia. Ryba nie była zahaczona za bok czy grzbiet, jak to często się zdarza, ale miała w pysku woblera imitującego okonia. Był to dowód, że ryba świadomie zaatakowała sztuczną przynętę. Niedowiarkom, którzy uważali, że był to czysty przypadek, można przedstawić fakt, niezbicie potwierdzający drapieżność owego karpia – łowca w jego brzuchu znalazł jeszcze nie strawionego 15 centymetrowego okonia.

Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments